niedziela, 8 sierpnia 2010

Zgodnie z oczekiwaniami...

Byłem... wróciłem.. i dalej nie wiem o co chodzi, ale po kolei.
Wyjechałem w sobotę o 8 rano. Oprócz mojej przyjaciółki, która trzymała kciuki powiedziałem o Tobie także mojej byłej, bardzo się ucieszyła i życzyła powodzenia. Nie wiem na ile była to dobra mina do złej gry, ale raczej mówiła serio - w końcu każdy chce być w życiu szczęśliwy. Droga była potwornie zakorkowana, ale jakoś się przedostałem. Na miejscu byłem chyba koło 17tej. Od razu oczywiście podszedłem, ale gdy tylko Cię ujrzałem sparaliżował mnie strach... była Twoja mama, mnóstwo ludzi itp.. Poczekałem do nieco spokojniejszych czasów. Wspaniałe uczucie... znowu Cię zobaczyć, zobaczyć jak się uśmiechasz i chodzisz w charakterystyczny dla siebie sposób. Ciężko było mi się uspokoić.. ;-) i coś powiedzieć - mogłem po prostu tam stać i patrzeć na Ciebie - sprawia mi to tyle przyjemności. Nie byłem w stanie rozgryźć tego co czujesz... przez chwilę myślałem, że sie cieszysz przez kolejną, że jesteś wściekła. To, że porozmawiamy jak skończysz pracę było dla mnie tak oczywiste jak to, że rano wstanie słońce... jakże się myliłem. Nie wiem czego się tak boisz, dlaczego tak uparcie odmawiasz mi kontaktu. Wystarczyłoby szczerze porozmawiać, otworzyć się - myślę, że łatwiej byłoby mi to wszystko zrozumieć. Przez chwilę byłem załamany i postanowiłem pojechać do domu. Myślałem, że będzie ciężko, smutno itp.. okazało się, że spotkanie pozostawiło we mnie znacząco więcej pozytywnych emocji niż fakt dość zimnego pożegnania. Jakoś się trzymam ;-) ciekawo co dalej...

niedziela, 1 sierpnia 2010

No i nie pojechałem...

Wydarzenia zeszłego tygodnia na długo zmienią moje zycie w pracy... Odszedł mój dyrektor,któremy zawdzięczam wszystko to co osiągnąłem do tej pory. Razem z nim mój kolega, zajmujący rownorzędne stanowisko. Wszystko zadziało się tak nagle, zdecydowałem się zostać na weekend bo w piątek mieliśmy imprezę pożegnalną. Było fajnie, ale perspektywa tego, że nie zobaczymy się już w pracy była przygnębiająca. W sobotę leczyłem się z dość poważnego kaca i dochodziłem do siebie ;-))
Cieszę się, że zostałem... Dziś dużo wspominałem, głównie Ciebie ;-) tak mi z tym źle, że nie odpisujesz. Tak bardzo chciałbym Cię zobaczyć, uśmiechać się i rozmawiać. W Tobie tyle szczęścia, optymizmu to fascynujące. Kiedyś powiedziałaś, że nie warto czekać na Ciebie... ja zdecydowanie mógłbym poczekać tyle, ile byłoby Ci potrzebne, żeby się do mnie przekonać, zaufać. Nie potrzebuję zbyt wiele do szczęścia, wystarczy gdybyś zgodziła się ze mną spotkać parę razy, nad morzem, w krakowie. Tak bardzo tego pragnę, aby przekonać się ile w tym zauroczenia, a ile... prawdziwego uczucia.
Mam wrażenie, że nieco ześwirowałem... piszę bloga, ogladam Twoje zdjęcia, wchodzę na forum kopernika, żeby zobaczyć kiedy ostatni raz byłaś...
Dobranoc.

środa, 28 lipca 2010

Parę dni z córką

Hej,
moja córka działa na mnie zbawiennie;-) Przez 3 dni nie myślałem o niczym innym. Spędziliśmy ze sobą dużo czasu i nacieszyliśmy się ze swojej obecności. Nieco boli mnie głowa i kark bo Sara dziś życzyła sobie siedzieć na moim grzbiecie i oglądać bajki;-)
Znowu miałem dla kogo gotować obiady, chociaż mało zjadała jak to na takie chudzinki przystało. Wziąłem sobie urlop bo nie miał się kto zajmować małą, mógłbym go brać zawsze żeby spędzać z nią trochę więcej czasu. Od miesiecy mieszkam sam, a ona z mamą - na szczeście widujemy się dość często. Dziś Sara próbowała ujarzmić pogodę, bo u Nas pada ... mówiąc "nie padaj, nu nu nie padaj!" zobaczymy jeśli jutro wyjdzie słońce to znaczy, że to jej robota ;-)
Jestem bardzo ciekawy co słychać u Ciebie, mam nadzieję, że interes się kraci a i sama dobrze się bawisz po pracy. W piątek jadę do Ciebie tylko jeszcze nie wiem, o której godzinie. Chyba najlepiej byłoby pojechać rano w sobotę, żeby po południu tam być no i miejmy nadzieję, że wieczorem gdzieś wyjść razem. Juz nie mogę się doczekać, mam nadzieję ze, bedziesz na miejscu i poswięcisz mi czas - byłoby miło. Chociaz wiem, ze jesli mnie pogonisz takze bede sie cieszyl ze spotkania z Toba ;-) Moze wtedy dalbym spokoj wiedzac, ze raczej nic nie zmieni Twojego zdania. Tak bardzo mi zalezy na znajomosci z Toba, obojetnie od charakteru tej znajomosci - chcialbym czasem sie zobaczy, odwiedzic Cie przy okazji wizyt na slasku i byc moze wybrac sie gdzies razem. Jutro czwartek, szybko minie a w piątek bede juz myslal tylko wyjezdzie.
Do zobaczenia mam nadzieję.
J.

niedziela, 25 lipca 2010

Zachowuję się dziwnie, bardzo dziwnie ...

Dziwne myśli chodzą mi po głowie... chciałem kupić już Twoje podręczniki, ramki (cokolwiek to jest ;-)), napisać na gg... Spędziłem już godziny szukając Cię na facebooku na różne sposoby. Codziennie odwiedziam Twoje albumy na operze - mam nadzieję, że nie zauważysz nagłego wzrostu oglądalności...szkoda , że nie ma Cie na zadnym zdjęciu - no moze poza tym jednym, w ktorym jest Twoje odbicie...
Uczysz cierpliwości... może dzwonię, piszę za mało - może za dużo... sam nie wiem.
Chciałbym się z Tobą spotkać, pogadać po prostu - o wszystkim i niczym, bez trudnych tematów.

piątek, 23 lipca 2010

Weekend tego boję się najbardziej

Piątek... dużo się działo. Byłem w warszawie na spotkaniu od rana, później wracałem samochodem. Czas leciał szybko, głowa zaprzątnięta danymi, tabelkami itp... dopadłaś mnie w drodze powrotnej, kiedy okazało się, że z powodu wypadku spędziłem 4 godziny w korku...Trochę myślałem, a nawet dużo myślałem. To dziwne jak ktoś w mojej sytuacji, w moim wieku może w taki sposób się zachowywać... Dziś postanowiłem, że przyjadę w przyszłym tygodniu do Ciebie, chociaż na chwilę by Cię zobaczyć. Straszliwie się boję, że i tak mnie pogonisz i wtedy będzie mi jeszcze bardziej smutno. Liczę jednak, że gdzieś tam głęboko w środku kobieta z Ciebie wrażliwa i uczuciowa, co powinno sprawić, że pogadamy i może gdzieś wyjdziemy. Ile bym dał, żeby wiedzieć co o tym wszystkim myślisz, z jakich powodów nie chcesz się ze mną widywać . Nie znoszę nie rozumieć.... jestem zbyt uparty.
Posłuchaj przy okazji

Reamonn - Million miles
Życzę chłodnej nocy ;-)

p.s.
pisanie "do Ciebie" powoduje, że na mojej twarzy pojawia się uśmiech - podobny do tego, jaki towarzyszył mi za każdym razem jak się widzieliśmy.
Ciekawo czy kiedyś to wszystko przeczytasz.... czy Ci to wyślę....

środa, 21 lipca 2010

Kiepski ze mnie bloger...

Napisałem bardzo długiego posta opisującego ostatnie dni, ale całość się skasowała ;-)
Pisałem o telefonie do Ciebie, rozmowach z przyjaciółką, która nakłaniała mnie do zaciekłej walki o Twoje względy (chociaż niezbyt mobilizacja jest mi potrzebna). Całe popołudnie próbuję oderwać wzrok od telefonu, w oczekiwania na jakiś Twój znak... chciałbym Cię znów zobaczyć tak bardzo, że planuję już wyjazd nad morze. Powstrzymuję się, ale nie jest to łatwe. Gdybyś mnie lepiej poznała zrozumiałabyś moje intencje ;-) są bardzo pozytywne i dobre dla obu stron. Wiem, że wiedziesz szczęśliwe życie i kochasz je takim jakie jest. Nie potrzebujesz zmian i nie chcesz niczego zaburzyć...
Idę na balkon bo w łodzi piękna burza i zrobiło się bardzo przyjemnie... Wieczorem snów posłucham smutnych rytmów reamonna i wygooglam kolejny zespół regge, którego przesłucham kilka kawałków.
J.

wtorek, 13 lipca 2010

Wstęp

Pewnie jedyną osobą, która to przeczyta będziesz Ty więc pominę kwestie oczywiste, których nie trzeba opisywać. Zaczynam po wieczorze, który chyba zaważy dość istotnie na losach Naszej znajomości. W głowie mam ciągle Twoje słowa wyrwane z większego kontekstu jednak z przesłaniem, abym nie pogarszał tej sytuacji - to takie banalne, wystarczyło posłuchać i liczyć na lepsze czasy. Może