niedziela, 1 sierpnia 2010

No i nie pojechałem...

Wydarzenia zeszłego tygodnia na długo zmienią moje zycie w pracy... Odszedł mój dyrektor,któremy zawdzięczam wszystko to co osiągnąłem do tej pory. Razem z nim mój kolega, zajmujący rownorzędne stanowisko. Wszystko zadziało się tak nagle, zdecydowałem się zostać na weekend bo w piątek mieliśmy imprezę pożegnalną. Było fajnie, ale perspektywa tego, że nie zobaczymy się już w pracy była przygnębiająca. W sobotę leczyłem się z dość poważnego kaca i dochodziłem do siebie ;-))
Cieszę się, że zostałem... Dziś dużo wspominałem, głównie Ciebie ;-) tak mi z tym źle, że nie odpisujesz. Tak bardzo chciałbym Cię zobaczyć, uśmiechać się i rozmawiać. W Tobie tyle szczęścia, optymizmu to fascynujące. Kiedyś powiedziałaś, że nie warto czekać na Ciebie... ja zdecydowanie mógłbym poczekać tyle, ile byłoby Ci potrzebne, żeby się do mnie przekonać, zaufać. Nie potrzebuję zbyt wiele do szczęścia, wystarczy gdybyś zgodziła się ze mną spotkać parę razy, nad morzem, w krakowie. Tak bardzo tego pragnę, aby przekonać się ile w tym zauroczenia, a ile... prawdziwego uczucia.
Mam wrażenie, że nieco ześwirowałem... piszę bloga, ogladam Twoje zdjęcia, wchodzę na forum kopernika, żeby zobaczyć kiedy ostatni raz byłaś...
Dobranoc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz